epa04485717 Polish Football Association (PZPN) President Zbigniew Boniek attends a training session of the Polish national soccer team in Warsaw, Poland, 11 November 2014. Poland will face Georgia in the UEFA EURO 2016 qualifying soccer match on 14 November 2014 in Tbilisi. EPA/Bartlomiej Zborowski POLAND OUT
Boniek rzuca bombę w sprawie powrotu do Widzewa – kibice szaleją z emocji!
Wiadomość ta obiegła media pod koniec zeszłego tygodnia i od tamtej pory czerwono-biała część Łodzi żyje w zupełnie innych nastrojach.
Zbigniew Boniek – postać, której przy alei Piłsudskiego nikomu nie trzeba przedstawiać – w końcu odniósł się do tematu, o którym wszyscy dyskutowali po cichu. Jego słowa wprawiły kibiców Widzewa w stan euforii.
Słowa, które zmieniły wszystko
W wywiadzie dotyczącym obecnych problemów klubu Boniek usłyszał pytanie, które od miesięcy nurtowało każdego widzewiaka: czy rozważyłby oficjalny powrót do klubu, który już raz pomógł wskrzesić?
Jego odpowiedź była w stylu typowym dla „Zibiego”.
„Widzewowi się nie odmawia”.
Po prostu. To jedno zdanie. W ciągu kilku godzin pojawiło się na każdym forum kibicowskim, w mediach społecznościowych i w każdym łódzkim pubie, gdzie fani dyskutują o futbolu.
Od stanowczego „nie” do uchylonych drzwi
Cofnijmy się na chwilę w czasie. Jesienią 2025 roku Boniek był nieugięty. Gdy pojawiły się pierwsze plotki o jego możliwym powrocie na stanowisko prezesa, nie tylko je uciął, ale wprost nazwał je tym, czym w jego oczach były.
„To bzdura” – mówił. Twierdził, że klub potrzebuje „świętego spokoju”, a ciągłe spekulacje nikomu nie służą.
Jednak sytuacja uległa zmianie. Pod koniec sierpnia 2026 roku ton jego wypowiedzi był już inny. W wywiadzie dla Interii Boniek zdradził, że spotkał się z właścicielem klubu, Robertem Dobrzyckim, jeszcze wtedy, gdy ten dopiero przejmował Widzew.
„Powiedziałem mu, że jeśli będzie chciał skorzystać z moich rad, nie ma problemu” – stwierdził Boniek.
A potem padło kluczowe stwierdzenie. Gdy zapytano go wprost, czy przyjąłby oficjalną funkcję, drzwi, które wcześniej wydawały się zamknięte na głucho, nagle uchyliły się.
„Musiałbym się zastanowić, czy by mi to odpowiadało, czy miałbym na to ochotę. Ale Widzewowi się nie odmawia”. Dlaczego to takie ważne?
Młodszym kibicom Widzewa trudno w pełni zrozumieć, co Boniek oznacza dla tego klubu.
Był częścią złotej ery. Dwóch tytułów mistrza Polski z rzędu. Europejskich wieczorów, które umieściły Łódź na piłkarskiej mapie. A kiedy w 2004 roku klub sięgnął dna, wrócił i pomógł wydobyć go z otchłani, kładąc podwaliny pod powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.
„Łódź i ten klub to najprzyjemniejsze momenty mojego życia sportowego, mojej młodości” – powiedział.
To nie są słowa człowieka szukającego zarobku. To sentyment. To historia. To człowiek, który w każdy weekend sprawdza wyniki i przeklina przed telewizorem, gdy sprawy nie idą po jego myśli.
Emocje kibiców
Reakcja była dokładnie taka, jakiej można było się spodziewać.
Zaledwie kilka minut po pojawieniu się tej wypowiedzi, widzewski Twitter zamienił się w pole bitwy, na którym ścierały się nadzieja, sceptycyzm oraz czyste, niepohamowane emocje. Niektórzy kibice już projektują transparenty. Inni zasypują klubowe media społecznościowe żądaniami.
„Zróbcie to” – napisał jeden z fanów na forum Widzewa. „Cena nie gra roli”.
Ktoś inny zamieścił krótki wpis: „Zibi wraca. Wierzę”.
Oczywiście nie wszyscy podzielają ten entuzjazm. Pojawiają się głosy rozsądku – kibice pamiętający, że sam Boniek wielokrotnie podkreślał, iż klub potrzebuje stabilizacji, a obecny właściciel, Robert Dobrzycki, dysponuje zarówno środkami, jak i determinacją, by zbudować coś trwałego.
Jednak nawet sceptycy z trudem ukrywają ekscytację. Bo to nie jest byle jakie nazwisko. To jest to nazwisko.
Jak faktycznie wyglądałby ten powrót?
I tu sprawa się komplikuje.
Boniek jasno dał do zrozumienia, że nie interesuje go codzienna, żmudna praca przy zarządzaniu klubem. Ma 70 lat. Swoje już przepracował na pierwszej linii frontu – jako prezes PZPN, wiceprezes UEFA czy człowiek, który raz już odbudował Widzew.
„Służę radą, ale nie pcham się na plakaty” – powiedział w sierpniu. Sugeruje to, że ewentualna rola miałaby charakter doradczy – strategiczny, na wysokim szczeblu; byłoby to stanowisko, na którym jego doświadczenie i kontakty mogłyby otwierać drzwi, nie pochłaniając przy tym całego jego czasu. Już wcześniej dał temu dowód. Gdy Widzew miał problem z rejestracją słowackiego zawodnika, Boniek chwycił za telefon, zadzwonił do słowackiego związku piłkarskiego oraz do FIFA i załatwił sprawę w pół godziny.
Na tym właśnie polega jego wartość. Nie na siedzeniu w biurze. Chodzi o bycie Zbigniewem Bońkiem i wykorzystywanie siły tego nazwiska, by sprawy ruszyły z miejsca.
Czynnik Dobrzyckiego
Ewentualny powrót zależy całkowicie od relacji między Bońkiem a obecnym właścicielem Widzewa.
Dobrzycki zainwestował ogromne środki – mówi się o kwocie rzędu 100 milionów złotych, z czego większość przeznaczono na transfery. Wyniki nie szły jednak w parze z ambicjami. Widzew balansował na granicy spadku, często zmieniał dyrektorów sportowych i budził frustrację kibiców.
Boniek nie szczędził słów krytyki. Określał strukturę organizacyjną klubu mianem „chaotycznej”, ostrzegał przed zagrożeniami wynikającymi z nadmiernego rozproszenia odpowiedzialności i wyrażał wątpliwości co do szans powodzenia obecnego modelu.
Jednocześnie dbał o to, by jego krytyka miała charakter konstruktywny. Życzył Dobrzyckiemu sukcesów i deklarował, że zawsze służy radą.
„Robert to sympatyczny człowiek, bogaty, a tacy ludzie lubią mieć władzę, rządzić i podejmować…”
