SZOKUJĄCA WIADOMOŚĆ: Trener Motoru Lublin, Mariusz Misiura, został bezterminowo odsunięty od prowadzenia drużyny z powodu… Czytaj więcej
Lublin, Polska — W decyzji, która wstrząsnęła polskim środowiskiem piłkarskim, Motor Lublin oficjalnie rozstał się z trenerem Mariuszem Misiurą. Decyzja ta – określana wewnątrz klubu jako bezterminowe zawieszenie w obowiązkach szkoleniowych – zapadła zaledwie kilka miesięcy po tym, jak 45-latek był wychwalany jako długoterminowy zbawca klubu. Jednak źródła zbliżone do sprawy potwierdzają, że zwolnienie nie wynika ze słabej formy sportowej – choć wyniki były rzeczywiście fatalne – lecz z katastrofalnego rozpadu relacji między Misiurą a miliarderem i właścicielem klubu, Zbigniewem Jakubasem.
W oficjalnym komunikacie, opublikowanym we wtorek wczesnym rankiem, jako przyczynę podano „nieprzezwyciężalne różnice zdań dotyczące strategicznego kierunku rozwoju pierwszej drużyny”. Jednak wiele osób z otoczenia klubu przekazało nam, że prawdziwy powód jest znacznie bardziej wybuchowy: chodzi o frustrację Jakubasa.
Ci, którzy śledzili losy Motoru Lublin pod rządami Jakubasa, wiedzą jedno: ten człowiek nie toleruje tego, co postrzega jako zmarnowaną inwestycję. Trzynasty najbogatszy Polak, dysponujący majątkiem szacowanym na blisko 6 miliardów złotych, nigdy nie ukrywał zniecierpliwienia faktem, że klub nie walczy o miejsca premiowane grą w europejskich pucharach. Zatrudniając Misiurę w czerwcu 2026 roku i pokrywając z własnej kieszeni kwotę odstępnego, by wykupić go z Wisły Płock, Jakubas oczekiwał natychmiastowych wyników. Liczył na agresywny futbol i grę ponad stan – styl, który uczynił Misiurę niezwykle pożądanym trenerem w Ekstraklasie.
Zamiast tego otrzymał powolny upadek drużyny.
Początek sezonu 2026/27 w wykonaniu Motoru Lublin był wręcz katastrofalny. Po siedmiu kolejkach klub miał na koncie zaledwie pięć punktów, niebezpiecznie zbliżając się do strefy spadkowej. Drużyna, w którą Jakubas osobiście zainwestował ponad 50 milionów złotych, grała bez tożsamości, bez woli walki, a co najgorsze – bez nadziei. Jednak same wyniki mogłyby jeszcze ujść płazem. Tym, co okazało się nie do zaakceptowania – według trzech niezależnych źródeł posiadających bezpośrednią wiedzę o sytuacji – była coraz bardziej napięta i wroga relacja między Misiurą a jego pracodawcą.
Frustracja miliardera wynikała podobno z przekonania, że Misiura nie potrafił właściwie wykorzystać kosztownego składu, jaki dla niego zbudowano. Jakubas osobiście nadzorował pozyskanie doświadczonych reprezentantów kraju, takich jak Bartosz Bereszyński czy Mateusz Łęgowski – zawodników, którzy mieli wynieść Motor z ligowej przeciętności do grona poważnych kandydatów do sukcesów. Zaaprobował rekordowy transfer Brighta Ede do Hiszpanii, ufając ocenie Misiury, że drużyna poradzi sobie z tą stratą. Tymczasem pod koniec września Motor przypominał nie tyle zespół budowany z myślą o europejskich pucharach, co drużynę zmierzającą – niczym lunatyk – w stronę spadku z ligi.
Punkt zwrotny – jak słyszę – nastąpił podczas prywatnego spotkania po domowej porażce Motoru 2:3 z Legią Warszawa; meczu, w którym podopieczni Misiury wypuścili z rąk prowadzenie 2:1 w ostatnich minutach gry. Świadkowie opisują Jakubasa jako człowieka „wściekłego – nie tylko z powodu wyniku, ale i stylu gry”. Właściciel musiał patrzeć, jak jego drużyna marnuje kolejne okazje, by ostatecznie skapitulować w końcówce spotkania. Dla człowieka, który wielokrotnie podkreślał, że nie znosi tracić pieniędzy na futbol, widok upokorzenia na własnym stadionie – w kontekście inwestycji wartej miliony złotych – był nie do zniesienia.
Być może Misiura nie zrozumiał, że Jakubas nie traktuje Motoru Lublin jak zwykłego klubu piłkarskiego. To dla niego kwestia osobistej wiarygodności. Jak sam przyznał w rozmowie z „Forbesem” w 2024 roku, piłka nożna pochłania 80 procent jego czasu; współpracownicy żartują, że nie potrafi rozmawiać o niczym innym. To nie jest człowiek, który zleca zadania i czeka na efekty. To ktoś, kto – jak sam deklaruje – chce uczestniczyć w „dyskusjach na temat zawodników, strategii transferowej i treningów”. Gdy czuje, że jego wizja nie jest realizowana, traci cierpliwość.
Niektórzy obserwatorzy mogą uznać działania Jakubasa za pochopne. W końcu Misiura został zatrudniony właśnie ze względu na swój zmysł taktyczny i opinię szkoleniowca potrafiącego osiągać wyniki ponad stan. Trener dokonał nie lada wyczynu w Wiśle Płock, ustanawiając nowy rekord Ekstraklasy pod względem najdłuższej serii meczów bez porażki i zajmując ósme miejsce z beniaminkiem. Do Lublina trafił z trzyletnim kontraktem i misją przeprowadzenia rewolucji.
Ta jednak spektakularnie utknęła w martwym punkcie. Letnia wyprzedaż kadry – obejmująca aż dwunastu zawodników i przedstawiana przez Jakubasa jako konieczna „przebudowa” – wygląda dziś nie tyle na działanie z chirurgiczną precyzją, co na desperacką wyprzedaż. Drużynie brakuje spójności, głębi składu oraz – co kluczowe – ducha walki, który był znakiem rozpoznawczym Motoru podczas jego marszu przez kolejne szczeble rozgrywkowe. Misiura, trener niegdyś potrafiący budować lojalność i wiarę w sukces, zdaje się tracić posłuch w szatni. Doniesienia z klubu sugerują, że doświadczeni zawodnicy, w tym Bereszyński, zaczęli podchodzić sceptycznie do metod stosowanych przez sztab szkoleniowy.
Jakubas z natury nie jest człowiekiem cierpliwym. To przedsiębiorca i człowiek interesu, przyzwyczajony do rozliczania wyników w cyklu kwartalnym. W swoich wcześniejszych przedsięwzięciach nagradzał
