25 000 miejsc? Oto śmiały plan nowego stadionu, który będzie kosztował Motor Lublin miliony!
Lublin płonie – ale nie ogniem, który gasi się wodą. To ogień ambicji, pełnych trybun i klubu piłkarskiego, który wyrósł ze swojego obecnego domu. Jeśli byliście ostatnio na Arenie Lublin, wiecie dokładnie, o czym mowa. 15 247 miejsc jest wypełnionych po brzegi tydzień w tydzień, a kibice zamieniają obiekt w jeden z najgłośniejszych „kotłów” w polskim futbolu.
Problem w tym, że stadion jest za mały. Właściciel klubu, Zbigniew Jakubas, mówi o tym otwarcie.
Jakubas stwierdził publicznie, że miasto takie jak Lublin zasługuje na stadion mogący pomieścić 25 000 widzów. To nie jest drobna modernizacja – to całkowita transformacja. Wszyscy zadają sobie jedno pytanie: ile to będzie kosztować i kto za to zapłaci?
Zderzenie z rzeczywistością: spory o liczby
Postawmy sprawę jasno: obecna Arena Lublin to fantastyczny, nowoczesny obiekt. Otwarty w 2014 roku, gościł już międzynarodowe turnieje, finały pucharów i mecze europejskich pucharów. Powstał jednak w zupełnie innych realiach – w czasach, gdy Motor Lublin ledwo wiązał koniec z końcem, a frekwencja na trybunach była skromna.
Te czasy odeszły w przeszłość.
Teraz, gdy Motor na dobre zadomowił się w PKO BP Ekstraklasie, popyt na bilety gwałtownie wzrósł. Średnia frekwencja przekroczyła 11 000 widzów, a podczas hitowych spotkań – na przykład z Legią Warszawa – stadion wypełnia się do ostatniego dostępnego miejsca (15 200). Kibice często muszą obejść się smakiem, bo dla wszystkich nie starcza wejściówek. Klub w każdym meczu dosłownie traci pieniądze, które mogłyby zasilić jego budżet.
Jakubas – miliarder, który nie owija w bawełnę – miał już zlecić przygotowanie analiz dotyczących rozbudowy obiektu. Jego wstępne szacunki? Okrągłe 15–20 milionów złotych, by zwiększyć pojemność obiektu do 20 tysięcy miejsc. Dla klubu o ambicjach Motoru brzmi to jak okazja, ale to dopiero początek.
Rzeczywiste koszty: setki milionów czy mrzonka?
I tu sprawa się komplikuje. Podczas gdy Jakubas marzy o arenie mieszczącej 25 tysięcy widzów, oficjalne dyskusje na szczeblu miejskim są znacznie bardziej powściągliwe – a przy tym o wiele kosztowniejsze.
Władze Lublina oraz miejski ośrodek sportu, MOSiR, pracują nad zupełnie innym przedsięwzięciem: przebudową stadionu żużlowego przy Alejach Zygmuntowskich. Choć to obiekt odrębny od stadionu piłkarskiego, daje nam kluczową wskazówkę co do kosztów inwestycji budowlanych w Lublinie.
Zwycięska oferta w przetargu na modernizację stadionu żużlowego opiewa na 232,3 miliona złotych, przy budżecie miasta wynoszącym blisko 248 milionów złotych. A mowa tu o obiekcie mieszczącym zaledwie 16 600 widzów.
Skoro przebudowa stadionu żużlowego na 16 600 miejsc kosztuje ponad 230 milionów złotych, nietrudno wyobrazić sobie, jaki byłby koszt rozbudowy stadionu piłkarskiego do 25 tysięcy miejsc. Prawdopodobnie mówimy o kwotach rzędu setek milionów złotych, a nie o szybkim „łataniu” za 15–20 milionów.
Patowa sytuacja: Jakubas kontra miasto
Dlaczego więc na placu budowy wciąż nie widać ciężkiego sprzętu?
Odpowiedź kryje się w klasycznym biurokratycznym impasie. Jakubas chce rozbudowy – zaproponował nawet model partnerstwa publiczno-prywatnego, w którym koszty zostałyby podzielone między niego a miasto. Według MOSiR-u jednak żadne oficjalne rozmowy w tej sprawie się nie odbyły.
Stanowisko miasta, przedstawione przez rzecznika MOSiR-u Bartosza Orłowskiego, jest takie: choć na niektóre mecze bilety wyprzedają się całkowicie, na inne przychodzi około 10 tysięcy kibiców. Z perspektywy urzędników pilna potrzeba rozbudowy jeszcze nie zaistniała.
Kibice jednak tracą cierpliwość. Niedawno, podczas meczu żużlowego, kibice Motoru wywiesili ostry transparent skierowany do lokalnych polityków, zarzucając im niedotrzymywanie obietnic i opóźnianie inwestycji infrastrukturalnych. Przekaz był jasny: dość gadania, czas budować.
Co dalej z Motorem Lublin?
Na razie sytuacja klubu przypomina stan zawieszenia. Stadion piłkarski wciąż dysponuje 15 247 miejscami. Projekt stadionu żużlowego utknął w sporach przetargowych i opóźnieniach – prace budowlane ruszą najwcześniej pod koniec 2026 roku.
Jeśli jesteś kibicem Motoru Lublin, musisz spojrzeć prawdzie w oczy: stadion na 25 000 widzów nie powstanie z dnia na dzień. Fundusze nie są zabezpieczone, wola polityczna wciąż jest przedmiotem negocjacji, a władze miasta zdają się nie mieć nic przeciwko temu, by właściciel klubu, Zbigniew Jakubas, musiał się nieco „pomęczyć”.
Jest jednak coś, co daje nadzieję. Zainteresowanie klubem jest niezaprzeczalne, a sam klub odnosi sukcesy. Co więcej, jego właścicielem jest miliarder, który nie lubi słowa „nie”. W Lublinie jedyną rzeczą, która rośnie szybciej niż frekwencja na trybunach, jest presja na budowę większego obiektu.
Pytanie nie brzmi, czy Motor Lublin doczeka się większego stadionu, lecz kiedy to nastąpi – i ile milionów będzie potrzeba, aby zrealizować ten cel.
Bądźcie czujni. Ta historia dopiero się rozkręca.
