SZOKUJĄCA WIADOMOŚĆ: Mariusz Misiura został odsunięty od prowadzenia Motoru Lublin na czas nieokreślony. Powodem jest…
…kryzys wynikowy, przez który klub znalazł się niebezpiecznie blisko strefy spadkowej. Choć ostatnio drużyna zanotowała lekką poprawę formy, dla zarządu przyszła ona zbyt późno i była zbyt mało znacząca.
Kibice Motoru Lublin, zapnijcie pasy – karuzela trenerska przy al. Zygmuntowskich właśnie gwałtownie wypadła z torów. Decyzja o zakończeniu „eksperymentu” z Mariuszem Misiurą nie będzie zaskoczeniem dla nikogo, kto śledził w ostatnim miesiącu doniesienia z zakulis Ekstraklasy. Sposób rozstania – określony wewnątrz klubu jako odsunięcie od pracy „na czas nieokreślony” – sugeruje jednak znacznie poważniejszy konflikt niż tylko słabsza seria wyników.
Cofnijmy się nieco w czasie. Kiedy w czerwcu 2026 roku Misiura obejmował stanowisko, okrzyknięto to wielkim sukcesem. Zbigniew Jakubas dopiął swego, ściągając trenera z Wisły Płock dzięki lukratywnemu, trzyletniemu kontraktowi i obietnicom wsparcia na rynku transferowym. Plan był jasny: Misiura, znany ze swojego taktycznego zacięcia, miał przekształcić solidny zespół Motoru w drużynę z górnej połowy tabeli, grającą atrakcyjną i poukładaną piłkę.
Przez pewien czas wszystko szło zgodnie z założeniami. Nawet gdy wyniki pozostawiały wiele do życzenia, Misiura nie tracił pewności siebie. Pamiętacie jego pełną emocji wypowiedź z połowy września? „Mam ogromną wiarę w siebie i ludzi, z którymi pracuję” – deklarował, odpierając zarzuty krytyków, w tym Rafała Gikiewicza, który publicznie sugerował, że posada trenera wisi na włosku. Misiura odwoływał się do swoich wcześniejszych osiągnięć w Zniczu Pruszków i Wiśle Płock, podkreślając, że jest budowniczym, który po prostu potrzebuje czasu.
Okazuje się jednak, że w Ekstraklasie czas jest luksusem, na który nikt nie może sobie pozwolić. Statystyki były bezlitosne: po ośmiu kolejkach Motor znajdował się w strefie spadkowej z dorobkiem zaledwie pięciu punktów i tylko jednym ligowym zwycięstwem na koncie. Defensywa traciła mnóstwo bramek, zwłaszcza po stałych fragmentach gry – co sam Misiura określił mianem swojej „pięty achillesowej”, wskazując na brak odpowiednich warunków fizycznych u swoich zawodników.
A potem nastąpił zwrot akcji. W momencie, gdy wydawało się, że podczas przerwy reprezentacyjnej trener może stracić posadę, Motor odniósł dwa zwycięstwa z rzędu – oba po 3:2, przeciwko Radomiakowi i Śląskowi Wrocław – zapewniając sobie wygrane w dramatycznych okolicznościach, w doliczonym czasie gry. Przewaga nad strefą spadkową nagle wzrosła, a zespół awansował na 12. miejsce w tabeli. Misiura mówił o „wierze w proces” i o tym, że drużyna patrzy raczej w górę tabeli niż za siebie.
Dlaczego zatem zdecydowano się na zwolnienie właśnie teraz? Kluczowe może być tu sformułowanie o „nieokreślonym” charakterze decyzji. Według źródeł wewnątrz klubu, zarząd – a w szczególności właściciel, Jakubas – nigdy nie był w pełni przekonany do stylu gry zespołu, nawet w trakcie serii zwycięstw. Wygrane te określano jako „szczęśliwe” i „chaotyczne”, co miało jedynie maskować głębsze problemy strukturalne. Co więcej, przedłużająca się kwestia obsady stanowiska dyrektora sportowego doprowadziła do powstania próżni decyzyjnej; Misiura zyskał zbyt dużą autonomię przy znikomym nadzorze.
Kroplą, która przelała czarę goryczy, był prawdopodobnie styl gry w ostatnich spotkaniach. Choć wyniki sprzyjały Motorowi, zaawansowane statystyki – takie jak wskaźnik oczekiwanych bramek (xG), utrzymywanie się przy piłce czy organizacja gry obronnej – były niepokojące. Zarząd uznał, że dalsza współpraca z Misiurą jedynie odwlecze w czasie niezbędną przebudowę zespołu, konieczną do zapewnienia sobie utrzymania w dłuższej perspektywie.
Dla kibiców to gorzka pigułka. Misiura był postacią niezwykle sympatyczną, zawsze otwartą w kontaktach z mediami, łączącą filozoficzne przemyślenia z bezpośredniością i szczerością (kto zapomni jego słynne stwierdzenie przed meczem z Zagłębiem Lubin, że trzeba po prostu „napierdzielać”?). Mówił o budowaniu w Lublinie czegoś „wielkiego”. Jednak w bezwzględnym świecie polskiego futbolu sentymenty prowadzą prosto do spadku.
Co dalej? Klub ogłosił, że niezwłocznie rozpoczyna poszukiwania nowego trenera. Z pierwszych nieoficjalnych wieści wynika, że zarząd poszukuje bardziej pragmatycznego szkoleniowca, stawiającego na defensywę, który zdoła ustabilizować sytuację przed przerwą zimową. Dla zawodników – z których wielu sprowadzono z myślą o konkretnym systemie gry preferowanym przez Misiurę – nadszedł czas bolesnego zderzenia z rzeczywistością.
Przyszłość Mariusza Misiury stoi pod znakiem zapytania. Jego reputacja, która po awansie z Wisłą Płock była na fali wznoszącej, mocno ucierpiała. Znając go jednak, można przypuszczać, że jeszcze o nim usłyszymy – być może w ramach projektu, w którym otrzyma czas oraz okienka transferowe, jakie obiecywano mu tutaj.
A co z Motorem Lublin? „Bomba” wybuchła. Pytanie brzmi: kogo jej odłamki dosięgną najpierw – zarząd czy sam zespół? Walka o utrzymanie w Ekstraklasie właśnie stała się znacznie bardziej interesująca.
Śledźcie ten blog, aby być na bieżąco z informacjami na temat poszukiwań nowego trenera oraz wszystkiego, co dotyczy Motoru Lublin.
